Plaster miodu

Straszliwie dziś wieje na tym naszym podlasiu! I to już od wczorajszego wieczora nieprzerwanie :-/. Przez te wietrzysko wstrętne uświadamiam sobie jak nieszczelne są nasze okna i po raz kolejny postanawiam sobie, że trzeba będzie je w końcu wymienić, bo wieje mi, że hej! I gdzie ta wiosna??? Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze Wielkanoc będzie biała, więc z lanego poniedziałku będą nici  /i tu nie wiem czy się cieszyć czy nie ;-)/. Ale po cholerę ja od marudzenia zaczynam, to ja nie wiem ;-).
Bo przecież są i plusy takiej pogody :-). Np. kocyk, który chcę dziś pokazać, na taka pogodę nadaje się idealnie! 
Złapała mnie ostatnio wielka ochota na szydełkowanie i wieczorami (a nieraz i w dzień…) z radością łapię za szydełko i coś sobie tworzę. W sumie dzisiaj miał być post o wszystkich zaczętych robótkach, ale jako że ten kocyk jednak skończyłam, a zdjęć jego chcę pokazać wiele, to dziś poprzestanę tylko na nim. Za to (ostrzegam lojalnie) następnym razem zasypię Was całą resztą moich szydełkowych różności.
Ale do rzeczy! Pierwszy element do dzisiejszego kocyka zrobiłam dokładnie trzy tygodnie temu. 
We środę (gdy sobie ten post planowałam), praca była na takim oto etapie:
Czyli już całkiem sporro, ale jeszcze końca nie widać 😉
Na zdjęciu powyżej ładnie widać wzór, od którego powstała nazwa – tytułowy PLASTER MIODU (oczywiście wymyślona przeze mnie, bo tak właśnie mi się to kojarzy).
Tuż przed rozpoczęciem ostatniego motka:

No i ku memu wielkiemu zdziwieniu wczoraj go po prostu skończyłam :-D.
W zasadzie miał być trochę dłuższy, ale jak na niego popatrzyłam, to uznałam, że starczy tego dobrego – i tak jest nie mały (80x95cm). A skoro miał być większy, to znaczy, ze zostało mi kilka elementów, których wcale nie zamierzam zmarnować, tylko zrobię z nich poszewkę na podusię :-). Tylko pewnie znowu będzie trzeba dokupić białą włóczkę…
A gotowy kocyk w całości prezentuje się następująco:
Składa się ze 158 elementów + 14 połówek + ramki/obszycia/jak to się nazywa????
Ale robienie tych elementów było przyjemną pracą 🙂 Ba! Nawet ich łączenie poszło gładko i kończyło mi się to względnie lekko (zazwyczaj tego bardzo nie lubię). Najgorszym etapem było jego wycenianie! Jak popatrzyłam jakie ceny proponują inni, to aż mi się słabo zrobiło. Mam wrażenie, że zasada najczęstsza jest taka: koszt produktu = koszt materiałów + prowizja sklepu. I jak tu żyć??? Przecież to nienormalne! To pewnie przez tę wszechogarniającą chińszczyznę w ogóle nie doceniamy rękodzieła :-(. To smutne zwłaszcza gdy człowiek swoimi własnym ręcymi chciałby coś zarobić…
Ale aby jednak weselej się zrobiło, to (jak widać po zdjęciu pierwszym) kocyk miał swoją sesję zdjęciową wraz z naszym małpiszonem :-). Małpiszona nikt kto u mnie w domu nie był nie zna, a więc pokrótce go przedstawię – jest to nasze dziecię ukochane przygarnięte z jednego z białostockich lumpeksów i traktowane jak swoje własne :-). Karolina z sobie tylko znanych powodów nazywa go Tatą, z czego nieraz wynikają zabawne sytuacje, gdy jej nie o tego tatę chodzi tylko o tamtego ;-). Tato uwielbia się przytulać, bawić skakać, dokazywać i ogólnie fajny jest! Wielkością przypomina mniej więcej dwulatka, więc kawał z niego chłopa. No i właśnie wczoraj opatulał się nowym kocykiem:
I się nim bawił i układał i generalnie bardzo poważnie podszedł do tematu sesji zdjęciowej 🙂
No i starczy tego paplania na dzisiaj! Zdumiewające, że ja albo milczę jak zaklęta, albo trajkoczę jak najęta! A złoty środek jest mi chyba obcy…
Pozdrawiam ciepluchno i byle do wiosny!!!
p.s. – tak mnie właśnie naszło: hasło na dziś – Krysia tego nie uszyła 😉
Share this post

0 replies on “Plaster miodu

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *