Pufopiłka czy piłkopufa?

Ech – dawno mnie już tu nie było! Zaległości blogowe mam ogromne, bo ani nic ostatnio nie publikowałam, ani zielonego pojęcia nie mam co tam się u Was wszystkich dzieje. Być może powoli uda mi się to nadrobić, choć czasu na siedzenie przy komputerze nie mam zbyt wiele, więc nie wiem jak to będzie…
W tym czasie w którym mnie tu nie było, odpoczywałam sobie troszkę od domu i córki i męża, bo na chwilkę udało mi się wyjechać i znów poczuć jak młoda panna (choć tęsknić jak zwykle zaczęłam bardzo szybko).
Poza tym dwa tygodnie zajmowałam się wypychaniem pufopiłki dla córci (lub – jak kto woli piłkopufy). Szyjąc piłeczki w zabawie u Uli wpadłam na pomysł, aby zrobić taką ogromną piłkę, na której moja mała mogła by sobie posiedzieć. Samo szycie poszło szybko, bo elementy zszywałam na maszynie, ale wypychanie okazało się męką. Nie bardzo wiedziałam co wsadzić do środka, więc wsadzałam wszystko co mi pod rękę wpadło i było mięciutkie, tyle, że wcześniej cięłam to na drobne kawałeczki. Więc jest tam mój stary szlafrok (duuuużo cięcia), wysłużone ubranka po małej no i dużo, dużo gąbki pociętej w kostkę (jak na zdjęciu powyżej). I wczoraj w końcu udało mi się ją na tyle wypchać, by uznać, że już wystarczy i mogłam ją zszyć i oto piłka jest gotowa :-). A wygląda tak:
I muszę przyznać, że pomysł się okazał rewelacyjny! Córa bawi się nią świetnie – toczy ją, próbuje kopać, rzuca się na nią i się przewala, kładzie się na niej i odpoczywa. Mi i mężowi podoba się na tyle, że też takie chcemy – wczoraj jak te dzieciaki kopaliśmy nią po całym domu ciesząc się jak głupki. A mężu stwierdził, że się na niej nogi świetnie relaksują po pracy, bo położył ją sobie przy fotelu i wyciągnął na niej nogi – ponoć bardzo wygodne rozwiązanie. W ogóle wpadliśmy na pomysł, aby zrobić takich kilka, a do tego japoński stół i jeść sobie na siedząco. Ja tylko stawiam jeden warunek – tym razem mężu tnie gąbeczkę, bo ja już mam tego lekko dosyć. No i kotu też się pufka podoba, bo zrobił sobie z niej legowisko już jakiś czas temu i ciężko go czasem od niej odgonić, więc chyba wypadałoby i dla niego jedną uszyć.
No i może skończę z tym paplaniem na dzisiaj. A oto kilka ujęć pokazujących radość mej córy z nowego „mebelka”. Zdjęcia w większości są poruszone, bo mała szalała w takim tempie, że aparat za nią nie nadążał.

A więc toczenie, przewracanie, wywalanie i przeskakiwanie:

I zasłużony odpoczynek:

I to by było tyle na dzisiaj. Pozdrawiam wszystkich ciepło (tak na przekór tego, że w lipcu znowu zaczęliśmy palić w piecu)!!! I dzięki za Wasze odwiedziny pomimo tego, że zniknęłam :-).
Share this post

0 replies on “Pufopiłka czy piłkopufa?

  • o0krysia0o

    no ja właśnie z wypychaniem miałam największy problem, ale (jak pisałam wyżej) pocięłam swój szlafrok, kilka miękkich ciuszków po małej aż zauważyłam, że sensu to nie ma i mogłabym tak ciąć w nieskończoność, a efekt pewnie byłby kiepski, więc rozbebeszyłam stare gąbkowe oparcie z fotela – gąbkę pocięłam na kawałki i udało się napchać pufkę tak, że jest miękka i fajna i wciąż lekka 🙂
    A teraz zainwestowałam w kulkę silikonową (za radą Uli) i jak będę szyła kolejną piłkopufę, to już będę miała do niej profesjonalny wsad 🙂

    Odpowiedz
  • o0krysia0o

    Ula – pufopiłki szyj śmiało bez najmniejszych oporów, w końcu bez Ciebie i Twojego tutka ta mega piłka by pewnie w ogóle nie powstała! Z resztą polecam coś takiego nie tylko dla dzieciaków – dla dorosłych też jest świetna i ja już jestem pewna, że sobie też taką uszyję 🙂

    Odpowiedz
  • ulinkap

    Ale czadowa piłka!!! fantastyczny pomysł!! brawo!! mam nadzieję, że się nie obrazisz jeśli go podkradnę i kiedyś machnę takie pufopiłki dla moich dzieciaków!! co do wypychania takich siedzisk polecam kulki silikonowe- podobno trudno je dostać ale nie wiem jak to teraz, może na allegro gdzieś kupisz. Kulki silikonowe czy coś podobnego używają w tych oryginalnych pufach- siedziskach. Jeszcze raz- gratulacje bo masz głowę pełna pomysłów!!

    Odpowiedz
  • o0krysia0o

    Cieszę się bardzo, że Wam się pomysł ten podoba 🙂
    A co do pytań Barbary, to – tę piłkę faktycznie szyłam maszynowo (o czym z resztą mowa w poście była). Generalnie sposób szycia piłki jest doskonale przedstawiony na blogu Uli – Szycie Uli (to jeden z blogów, które obserwuję – jak poszukasz ździebko, to znajdziesz). U niej jest powiedziane by szyć ręcznie, pewnie dlatego, że w przypadku małych piłek elementy są zbyt małe by podejść pod maszynę. A w przypadku pufy elementy były tak duże, że bez problemu je maszyną złapałam. A jak? Po kolei jeden po drugim trzymając się schematu tak, aby nie pomylić elementów i tyle.
    Natomiast piłkę z guzikami zszywałam w całości ręcznie, tylko wcześniej maszynowo przepikowałam każdy jej element podkładając pod spód ocieplinkę, aby był fajniejszy efekt.
    Uf!!!
    Generalnie w sprawie szycia piłek odsyłam do Uli – tam jest wszystko naprawdę świetnie opisane 🙂

    Odpowiedz

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *